- Różne

Mój długi weekend!

Ostatnio jestem bardzo na luzie – spóźniam się, biorę długie przerwy na lunch obiady, dzwonię w sprawach osobistych w czasie pracy… Więc wybaczcie mi, jeśli dzisiejszy wpis nie jest dziełem literackiego geniuszu, po prostu się relaksuję w długi weekend.

W piątek pojechałam na mini-wycieczkę. Moja siostra ma domek w Bieszczadach i mimo że prognoza pogody dotyczyła hojnych opadów deszczu i wiatru, spakowaliśmy samochód i udaliśmy się tam. Patrząc wstecz, wydaje się śmieszne, że spakowaliśmy tak kurtki, jak i sandały.

Okazuje się więc, że prognozy pogody, dość negatywne w ostatnim czasie, rzeczywiście były słuszne. Deszcz padał. Wiał wiatr. Z całą pewnością nie było okazji do noszenia sandałków. Zamiast zwiedzania Bieszczadzkiej przyrody, oglądałam WestWorld na kanapie. Co nie było takie złe

Brzmi to dla mnie jak błogość – i w większości było to leniuchowanie bez martwienia się o prace domowe i spory. Nie dzwoni telefon, nikt z Internetu o nic nie prosi. A jednak… wczesnym popołudniem w sobotę oboje czuliśmy się nieco znużeni.

Albo pozwolę sobie to przeformułować. Ja czułam się trochę znużona, Marcin miał wybuchową gorączkę kabinową. Myślę, że powiedziałam wam wcześniej, że Marcin jest niespokojnym duchem, więc współpraca z nim w mokry weekend z ograniczonymi możliwościami rozrywki była być może pewnym ryzykiem z mojej strony. Jest facetem typu go-go-go, zawsze potrzebuje czegoś, żeby coś zobaczyć, zrobić, ugotować, posłuchać lub wypić (do tańca i do różańca, tylko bez różańca).

W rezultacie nie był do końca zadowolony z mojego programu leniuchowania, więc zabrał się za majsterkowanie w domku Gośki i powbijał parę gwoździ. Oczywiście, miałam momenty, kiedy czułam się trochę niespokojna, ale daleko mi było do łażenia w kółko i krzyczenia – to było właśnie to, jak Marcin spędzał większość czasu.

W niedzielę spaliśmy, obejrzeliśmy jeszcze kilka odcinków Westworld, a potem siedziałam na kanapie, udając, że nie słyszałam Marcina gwiżdżącego w szaleństwie wokół naszego samochodu, pakującego wszystko dokoła, żeby jak najszybciej wrócić do miasta.

W drodze do domu Marcin zaproponował sceniczny „skrót”… ale to jeszcze inna historia. I nie bardzo ciekawa w tym.

Tak więc to był mój weekend, kiedy ja chciałam się zrelaksować, podczas gdy mój towarzysz podróży szalał z nudy i robił co w jego mocy, aby nie zwariować. Trudno, musimy razem żyć.

Jak wyglądał Twój weekend? Jak wypada twój tydzień?